Sentemo

Blog firmowy »

Największym zwycięstwem jest zwycięstwo nad samym sobą

W życiu każdego z nas bywają różne chwile. Niekiedy są to radosne momenty, ale bywają też te, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Bez względu jednak na to, w jakiej fazie tej sinusoidy się znajdujemy, to tylko od nas zależy, jak będziemy postrzegać to, co się wokół nas dzieje. Co więcej, mamy ogromny wpływ na kształt i charakter otaczającego nas świata.

Kluczem do sukcesu w każdej dziedzinie jest poznanie własnych słabości i siły zarazem. Dopiero zrozumienie tych dwóch skrajnych obszarów naszego charakteru pozwala się rozwinąć. Nie przeczytasz książki, nie znając alfabetu; nie wybudujesz domu, jeśli nie postawisz solidnego fundamentu; nie osiągniesz niczego, jeśli nie poznasz siebie.

Wiem o tym, ponieważ od 13 lat uczę się czytać siebie. W 2000 roku pierwszy raz wszedłem do dojo (sala do sztuk walki) na trening aikido. Japońska sztuka walki wywodząca się z czasów samurajów, a więc ludzi, dla których honor był największą z wartości. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim zdyscyplinowaniem, dążeniem do absolutnej perfekcji we wszystkim, co z tym związane. Szybko stało się to moją ogromną pasją, częścią życia. Na początku oczywiście wszystko było trudne. Każdy ruch, każdy pad, każda nowa technika sprawiały, że przychodziły momenty zwątpienia i zniechęcenia. Nieraz pojawiały się myśli: a może dam sobie z tym spokój, może to nie dla mnie, czy ja się do tego nadaję? I zawsze wtedy jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi: idź na trening. I znowu to samo. Nic nie wychodzi, wszystko boli. Pojawiły się siniaki i drobne kontuzje. Co więcej wszedłem do grupy, w której byłem zupełnie nowy. Inni ćwiczyli dłużej ode mnie, więcej umieli. Naturalnie w takiej sytuacji pojawiają się wątpliwości, czy przypadkiem nie robię z siebie pośmiewiska. Kodeks samurajski kodeksem, ale przecież czasy samurajów dawno już minęły a my trenujemy w XXI wieku. Dziś nie wszyscy kierują się bezwzględnym szacunkiem dla drugiego człowieka, zwłaszcza do żółtodzioba, z którego z pewnością mają niezły ubaw. Co Oni sobie o mnie pomyślą? Oczywiście byli również tacy, dla których nie byłem kolejnym materiałem na mięso armatnie.

Po roku trenowałem już codziennie, 15 godzin w tygodniu. Coś się we mnie przełamało. Robiłem swoje nie zważając na to, co myślą o tym inni. Zdałem sobie sprawę z prostej i zarazem genialnej zależności. Przecież robię to dla siebie. To ja przez rok zrobiłem duży krok do przodu. I to z własnej pracy będę czerpał  satysfakcję.

Później wszystko potoczyło się pomyślnie. Na mojej drodze pojawił się człowiek, od którego nauczyłem się najwięcej nie tylko w sensie technicznym. Giampietro Savegnago z Włoch (8 dan aikido) pokazał mi, jak żyć. Przez 40 lat doskonalił się w tej trudnej sztuce walki a zarazem walczył z własnymi słabościami. Proteza nogi, którą stracił w wypadku i choroba nowotworowa nękająca go od wielu lat. Człowiek emanujący tak wielką, pozytywną energią, że gdyby były mierniki, które mogłyby zmierzyć jej poziom, to zabrakłoby miejsca na skali. Niestety przegrał walkę z chorobą 3 marca tego roku.

Miałem niewątpliwie ogromny zaszczyt, że go poznałem. Dzięki niemu zrozumiałem różnicę między tymi, którzy osiągają sukces a tymi, którzy cały czas patrzą na innych mówiąc: temu to się udało. Różnica tkwi w umiejętności przezwyciężania własnych słabości. Żadne szczęście nie ma tu znaczenia. Każdy powinien robić wszystko, co w jego mocy, aby poznać swoje przeznaczenie. Samo nie przyjdzie. Co więcej, w drodze do poznania samego siebie napotkamy wiele przeszkód. Jeśli choć na chwilę się zatrzymasz – przegrasz.

Dziś osiągnąłem poziom mistrzowski. Mogę uczyć i mam nadzieję inspirować innych. Ogromną radość sprawia mi praca z dziećmi, od których wiele się można nauczyć.

Dziś również zaczynam kolejny etap związany z moim życiem zawodowym. I jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że podążam tą samą, znajomą drogą. Często się przewracam, napotykam przeszkody, ludzie dookoła często pukają się w głowę patrząc, co robię i czym się zajmuję. I co z tego?

Dyscyplina, wytrwałość, cierpliwość, systematyczność… Ile razy o tym słyszałeś? Z pewnością wiele. Ile razy się poddałeś, kiedy byłeś już blisko celu? Pewnie jeszcze więcej. Nie osiągniesz niczego, w żadnej dziedzinie, czy to będzie sport, biznes, czy życie, jeśli nie będziesz robił tego wytrwale i cierpliwie. Jeśli się nie zdyscyplinujesz i nie będziesz systematyczny, zasilisz grono tych, którzy z zazdrością patrzą na innych. Grono tych, którym się nie „udało”. Tylko, że „udało” bierze się z ogromnej pracy, jaką wkładają w siebie ludzie osiągający sukces. I zanim zaczniesz narzekać, spójrz w lustro, popatrz na tę osobę i powiedz: wygram z Tobą, będę lepszy, przezwyciężę samego siebie.

02 07
Rafał
Szalski