Sentemo

Blog firmowy »

Moje pasje

Ludzie mają różne zainteresowania i hobby. Jedni podróżują, fotografują, czytają książki lub fascynują się komputerami, nowymi technologiami; inni natomiast są niezwykli w swoich tak naprawdę zwykłych pasjach.

Ja w swoim życiu mam kilka pasji, w których się spełniam, realizuję, które pozwalają mi osiągnąć pełnię szczęścia. Pierwszą z nich jest sport pod postacią Armwrestlingu, czyli siłowania na rękę. Od dziecka lubiłam biegać za piłką i aktywnie spędzać czas na podwórku, co zaowocowało tym, iż w połowie szkoły podstawowej rozpoczęła się moja 5-letnia przygoda z siatkówką w grudziądzkim klubie sportowym. Jednak los najwidoczniej napisał dla mnie inny scenariusz, niż sama sobie wymarzyłam... Kontuzja kolana uniemożliwiła mi dalszy rozwój w tej dyscyplinie. Przełom lat 2008/2009 to dla mnie wyjątkowy, magiczny czas. Na mojej życiowej drodze pojawiła się niezwykła osoba, która własnym przykładem pokazała mi, że nasz sukces zależy od nas samych. Jeżeli czegoś naprawdę bardzo pragniemy, to ciężką i sumienną pracą jesteśmy w stanie to osiągnąć. A tą osobą była Najsilniejsza Polka w Armwrestlingu – obecnie moja Trenerka – Pani Marlena Wawrzyniak.

Gdy nie widziałam już dla siebie nadziei, ona sama zapukała do moich drzwi. Rozpoczął się nowy rozdział mojego życia, rozpoczęła się moja przygoda z Armwrestlingiem. Historia ta jest bardzo ciekawa, gdyż nigdy by mi do głowy nie przyszło, że będę się siłowała na rękę. Mało tego, będę miała możliwość trenować pod skrzydłami ikony kobiecego Armwrestlingu. Początki były trudne, dziwne, momentami zabawne. Dołączyłam do grudziądzkiego klubu UKS Arm Fanatic Sport jako klubowy fotograf. Nic w tym dziwnego, gdyż kolejną z moich pasji jest właśnie fotografia. Przez długi czas obserwowałam ten sport z drugiej strony obiektywu.

Poznawałam jego tajniki, kolejne techniki walki. Wbrew pozorom Armwrestling jest bardzo skomplikowaną i trudną dyscypliną sportu. Na początku trochę się wahałam: czy podjąć wyzwanie i stanąć do stołu? Nie jest to tylko pozorne, barowe „położenie” przeciwnika. Każdy ruch przy stole wymaga odpowiedniego przygotowania, przemyślenia – tak, żeby był „uderzeniem” zwycięstwa, a nie porażki lub poważnej kontuzji. Każdy trening to ciężka praca, wyrzeczenia, walka ze swoimi słabościami, a to wszystko po to, aby zdobyć to wymarzone złoto. Każdy zdobyty medal bardzo cenny, gdyż Armwrestling jest jeszcze na dzień dzisiejszy sportem pasjonatów. Motywacją do zwycięstwa nie są pieniądze. Każdy zawodnik ma swoją wewnętrzną, osobistą motywację do tego, by walczyć i zwyciężać. To jest właśnie siła i moc tego sportu. Jak mawia moja Trenerka: „dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”.  Spełnianie marzeń, realizacja siebie i osiąganie kolejnych szczytów nie byłoby jednak możliwe bez wsparcia sponsorów, przyjaciół i ludzi rozumiejących, co skrywa umysł wojowniczki, która pragnie tylko jednego: zwycięstwa. „Zwycięzca jest tylko jeden, przegrany musi odejść”.

Obecnie wraz z moją klubową koleżanką Martą Opalińską od 2010 roku stoimy na podium tuż za naszą trenerką – Najsilniejszą Polką  Marleną Wawrzyniak i stanowimy trio najsilniejszych kobiet w Polsce w Armwrestlingu... i dołożymy wszelkich starań żeby ten układ na podium pozostał jak najdłużej.

Jak już wspomniałam, kolejną z moich pasji jest fotografia. Jednak z dnia na dzień brak czasu sprawił, że odłożyłam aparat gdzieś w kąt. Nie poświęcam tej pasji tyle czasu, co kiedyś ani tyle czasu, ile bym chciała.

Niegdyś mocno fascynowały mnie portrety. Marzyła mi się moja własna wystawa, na której widniałyby twarze moich przyjaciół i osób, które wniosły do mojego życia coś swojego, coś niezwykłego. Nie mając funduszy na montaż profesjonalnego studia, w zaciszu własnego pokoju skompletowałam prowizoryczne studio fotograficzne, gdzie długi czas pozowali do zdjęć moi znajomi i przyjaciele. Kilka z moich prac ujrzało światło dzienne, jednak większość pozostała na „dnie szuflady”.

Dziś głównym obiektem moich zainteresowań fotograficznych są walki armwrestlerskie z udziałem mojej trenerki i zawodników naszego klubu. Po walce aparat jest moim nieodłącznym towarzyszem całych zawodów.

Kolejne moje pasje związane są z pracą, którą wykonuję na co dzień. Jednak Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że żyję tym i o niczym innym nie potrafię mówić w wolnych chwilach. Pojawiają się tutaj dwa zupełnie odmienne zagadnienia: ciężki sprzęt – maszyny silnikowe i terapia manualna - w skrócie: masaż.

Z zawodu jestem masażystką. Jak wiadomo, nie ma przypadku i nic nie dzieje się bez przyczyny. Masaż, który jest moją specjalnością, to właśnie masaż sportowy. To jest kierunek w którym podążam, w którym rozwijam swoje umiejętności do perfekcji. Można pomyśleć, iż „szewc bez butów chodzi” - ja sama siebie nie wymasuję. Jednak prawdziwe piękno tej pasji to możliwość pomocy innym, uśmiech tej osoby, której się pomogło. To jest najcenniejsza zapłata, jaką człowiek może otrzymać.

Pierwsze spotkanie z pacjentem, który jest po wypadku, złamaniu, nie może się ruszać, nie może chodzić... Miesiąc, niekiedy dwa miesiące wspólnej walki, tak naprawdę walki o życie w pełnym tego słowa znaczeniu i... po zakończonej terapii ten człowiek wstaje i idzie. Radość, która się pojawia w sercu jest czymś, czego nie można wyrazić słowami. Jest równie ogromna jak wtedy, gdy stoisz na podium, odbierasz upragniony złoty medal i możesz podejść do trenerki, do przyjaciół powiedzieć „dziękuję, to dzięki Wam!” Jednak w przypadku terapii manualnej wiesz, że te kroki to w dużej mierze dzięki Tobie. W tym kierunku też pragnę iść i idę. W tym kierunku dalej rozwijam swoje pasje, by być jeszcze lepszą, by móc pomagać. Móc widzieć uśmiech tych, którzy dzięki mnie odnoszą swój własny osobisty sukces. Wygrywają nowe życie.

Ostatnią z moich pasji jest rolnictwo nowoczesne – czyli wszelkiego rodzaju nowe rozwiązania dla rolnictwa, uprawy roślin energetycznych, jak również sprzęt ciężki. Od dzieciństwa jestem pasjonatką silników, prędkości, adrenaliny, ale również gabarytów. Im większy pojazd – nie musi być nawet specjalnie szybki – tym bardziej fascynująca jest możliwość jazdy. W tym momencie, gdy o tym opowiadam, na twarzach wielu osób pojawia się zdziwienie. Jak to? A jednak! Począwszy od „wiatru we włosach” na motocyklu, kończąc na spokojnej jeździe po polu w blasku słońca ciągnikiem rolniczym. To jest mój świat, w którym czuję się wolna. I ogromnym moim szczęściem jest to, że moje pasje mogę łączyć z wykonywaną pracą, że mogę realizować i spełniać się w nich każdego dnia bez wyjątku.

W życiu każdego z nas są różne chwile: raz lepsze, raz gorsze. Nie każdy może mieć tyle szczęścia, co ja - na mojej życiowej drodze pojawiły się osoby, które wskazały właściwy kierunek. Kierunek, który oznacza realizację i spełnienie siebie, a nie zatracenie i stoczenie się na dno. Dla mnie najważniejsze jest robić to, co się naprawdę kocha i z czego czerpię się radość, satysfakcję. Nic wbrew sobie. Żyjąc w zgodzie z własnym sercem, nawet gdyby miało to oznaczać życie sprzeczne z ideami świata, jest się naprawdę szczęśliwym.

22 08
Milena
Morczyńska